sobota, 15 lutego 2014

# 60. "Siódmy rok" - Agata Kołakowska



„Siódmy rok”– Agata Kołakowska <recenzja,10>

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Oprawa: miękka
Ilość stron: 317
ISBN: 978-83-7839-012-1

Półka: wypożyczona

Moja ocena: 7/10


Przeczytana:  12  lutego 2014



W ramach swojego prywatnego zobowiązania na ten rok postanowiłam rozpocząć poznawanie polskiej literatury współczesnej. Zupełnie przypadkowo na pierwszy ogień poszła Agata Kołakowska i jej „Siódmy rok”. Dlaczego? Może dlatego, że przeczytałam u koleżanek na blogach pochlebną recenzję tej książki i zamówiłam ją sobie w bibliotece. A może zaciekawił mnie tytuł powieści ze „szczęśliwą siódemką” w nazwie? A może okładka, gdzie w łóżku dwoje partnerów siedzi zakrywając twarze gazetami? Nie wiem… ale przecież nie to jest najważniejsze. Najważniejsza, że moja przygoda z Agatą Kołakowską na pewno nie skończy się na tej pozycji, a więc wybór był jak najbardziej trafny. 

Agata Kołakowska – polska pisarka młodego pokolenia – urodziła się w 1984 roku we Wrocławiu. Tu na Uniwersytecie Wrocławskim ukończyła dziennikarstwo i komunikację społeczną. Już w czasie studiów współpracowała z Polskim Radiem Wrocław. Od dawna marzyła o tym, żeby pisać i marzenie swoje zrealizowała. Do tej pory napisała sześć książek dla kobiet i o kobietach – „Przyjaciółki”, „Patrycja”, „Siódmy rok”, „Niechciana prawda”, „Płótno” i „Wszystko, co minęło” . „Siódmy rok”, wydany w styczniu 2012 roku, był jej trzecią powieścią. Pisarka lubi koty (podobnie jak ja), piątkowe wieczory (to i mój ulubiony wieczór w tygodniu) oraz czerwone wytrawne wino (tu się różnimy – ja wolę półwytrawne białe).

Cyfra „siedem” od dawna uważana jest za mistyczną i wyróżnia się bogatą symboliką. W wielu mitologiach i religiach świata jest symbolem całości, dopełnienia, symbolizując jednocześnie związek czasu i przestrzeni. W Nowym Testamencie oznaczała pełnię i doskonałość, w religii judaistycznej kojarzyła się z siedmioma dniami tygodnia i siedmioma archaniołami. Dużo można by było pisać o „siódemce”, bo pojawia się ona praktycznie u wszystkich ludów od starożytności począwszy, a na latach nowożytnych i nawet współczesnych skończywszy. Jednak w czasach teraźniejszych nie dla wszystkich, jak się okazuje, kojarzy się ona ze szczęściem.

Coś na ten temat może powiedzieć dwójka bohaterów powieści Agaty Kołakowskiej „Siódmy rok”. Eliza i Adam są małżeństwem właśnie od siedmiu lat. Małżeństwo ich w zasadzie można zaliczyć do udanych. Nie kłócą się, nie dochodzi u nich do rękoczynów, nie zdradzają się, nie patrzą na siebie z niechęcią – wręcz przeciwnie – lubią się, szanują, ale… No właśnie. Czy jest to wystarczająca sytuacja, by nazwać ich związek udanym? Przecież zabrakło w nim najważniejszego – miłości, namiętności, wspólnych zainteresowań. Miłość, namiętność, która im towarzyszyła, jak się poznali, gdzieś zagubiła się na drodze ich wspólnego życia, zniknęła, wypaliła się. Wspólnych zainteresowań w zasadzie nigdy nie mieli, bo trudno sobie wyobrazić dwa tak zupełnie różne charaktery. Ona – cicha, spokojna domatorka, lubiąca spędzać wieczory w domu przy dobrej książce i lampce wina, romantyczka i kobieta potrzebująca czułości i zainteresowania i on – wulkan energii, niespokojny duch, kochający podróże i dużą dawkę adrenaliny. Woda i ogień. Jak tacy ludzie mogą być ze sobą? Otóż…nie mogą. Do takiego wniosku dochodzą również Adam i Eliza. Po siedmiu latach małżeństwa stwierdzają, że jedyne, co ich łączy to przyjaźń, a to za mało, żeby być ze sobą szczęśliwym. Postanawiają się rozwieść – grzecznie, bez awantur, bez publicznego „prania brudów”, w przyjaźni. I tylko wszyscy znajomi dziwią się takiej decyzji – przecież byli taką fajną, zgraną parą. Nawet teściowa Elizy, która pokochała ją jak własną córkę, nie potrafi sobie z tą sytuacją poradzić. 

W sumie fabuła mało skomplikowana, typowa dla współczesnych czasów, w których rozwodzi się tak dużo par z różnym małżeńskim stażem. Pomyślicie – banał, cóż ciekawego można jeszcze na ten temat napisać. Można! Autorka wprowadziła do fabuły dość ciekawy element zakładu między dwojgiem ex-małżonków. Po rozwodzie Eliza i Adam postanowili świętować start do nowego życia w lokalu, oddzielnie, każdy w towarzystwie swojego przyjaciela czy przyjaciółki. Ale jak to w życiu bywa – jeśli się jakiejś sytuacji nie spodziewasz, to ona na pewno się zdarzy. I tak przypadkowo spotykają się w „Nowym życiu” i zakładają, że znajdą dla siebie nawzajem nowych partnerów, bo przecież znają upodobania swojego ex-partnera jak nikt inny na świecie. Do czego doprowadzi ten zakład? Czy Eliza i Adam ułożą sobie jakoś życie z nowymi partnerami? Czy będą to związki udane?  Przeczytajcie sami, jak rozwiązała tę sytuację Agata Kołakowska.

Akcja powieści porwała mnie w zasadzie od pierwszych stron. Może dlatego, że pisarka poprowadziła ją wartko i bardzo ciekawie. Cały czas w powieści działo się coś nowego. Mimo, że pisała o codziennych, niezbyt sympatycznych sytuacjach (bo przecież rozwód i całkowita zmiana warunków życiowych nigdy do przyjemności nie należy), potrafiła wpleść w akcję dużą dozę humoru i optymizmu. Pokazała, że życie jest nieprzewidywalne i nigdy nie wiadomo, co nam szykuje los. W każdym wieku może nas czekać wielka miłość, nowy związek i wiele przygód.  Nie należy tylko zamykać się w sobie, trzeba otwierać się na ludzi i korzystać z rozwiązań, jakie proponuje nam życie, cały czas pamiętając jednocześnie, co jest w nim najważniejsze i co gra główną rolę. Eliza i Adam zrozumieli, co w życiu najbardziej się liczy i wykorzystali swoją szansę.

Dużym plusem powieści są również jej bohaterowie. Autorka świetnie scharakteryzowała każdą postać, nawet tę epizodyczną, która pojawia się w akcji przez chwilę.  Nie ma tu osób bladych, nudnych, mdłych, nie wyróżniających się jakimiś sobie tylko właściwymi rysami charakteru. Postaci są wyraziste, prawdziwe i bardzo zróżnicowane – takie wzięte z życia i mocno w tym życiu osadzone. Prawdziwości postaciom dodają również dialogi, jakie pisarka stworzyła. Bardzo realistyczne, związane z codziennością, zróżnicowane. Język dopasowany jest w sposób mistrzowski do poziomu intelektualnego każdej osoby – inaczej mówi Eliza, Adam czy Krzysztof, a zupełnie innym językiem posługuje się Dragon, Dagmara czy Monika. Jest to o tyle ważne, że część z epizodycznych postaci poznajemy głównie po ich wypowiedziach, bo autorka nie starała nam się ich w inny, bardziej opisowy sposób przedstawiać. Dzięki temu wyobrażenie o danej postaci kształtujemy sobie sami, sami ją oceniamy i potem ustawiamy w odpowiednim miejscu. Pozwala to Agacie Kołakowskiej na całkowity obiektywizm przedstawienia bohaterów, bez narzucania jakichkolwiek subiektywnych ocen.


Narracja powieści – z perspektywy narratora stojącego obok – również sprzyja obiektywizmowi. Narrator przedstawia nam tylko fakty z życia bohaterów, sytuacje, w jakich w danej chwili się znajdują, nie oceniając ich i w żaden sposób nie wpływając na ocenę czytelnika. To my, czytając powieść, szeregujemy dopiero postacie i albo wzbudzają naszą sympatię albo wręcz przeciwnie. Dla mnie najsympatyczniejszą postacią, a jednocześnie najbardziej mi bliską była Iwona, nieco zwariowana przyjaciółka Elizy, ale jednocześnie bardzo ciepła, oddana i szczera. Z sympatią wspominam również Wandę – matkę Adama, za jej stosunek do synowej, sprawiedliwe podejście, życzliwość i zrozumienie całej sytuacji. Oczywiście to są już tylko moje bardzo subiektywne oceny i każdy czytelnik może mieć zupełnie inne odczucia.



Książkę czyta się bardzo szybko. Ja potrzebowałam na to dwa krótkie wieczory, a nie należę do mistrzów szybkiego czytania.  Na pewno duży na to wpływ ma sama konstrukcja powieści – krótkie rozdziały, dużo dialogów, mało opisów oraz język utworu – mało skomplikowany, jasny, nie ubarwiany niepotrzebnymi górnolotnymi wyrażeniami. I choć wydawca troszkę utrudnił nam sprawę, bo litery nie należą do największych, to zastosowanie wystarczającej interlinii pomogło zmęczonym po całym dniu pracy oczom i umożliwiło „bezbolesne” czytanie. Na pochwałę zasługuje również świetna korekta – brak jakichkolwiek błędów, nawet zwykłych literówek. Dla mnie jest to bardzo ważna sprawa, ponieważ mogę w pełni cieszyć się czytaną lekturą, a nie koncentrować się na wyłapywaniu efektów złej korekty.

Wypadałoby zwrócić również uwagę na wady tej powieści, bo jeszcze pomyślicie, ze jest idealna. A aż tak wysoko jej nie oceniam. Ale jedynym wg mnie jej minusem jest zbyt pobieżne potraktowanie końcówki powieści. Uważam, że pisarka powinna nieco obszerniej potraktować wątek związku Elizy z nowym partnerem, a szczególnie jego końcowe fragmenty. Nie chcę tu pisać dokładnie, o jakie sytuacje chodzi, bo zdradziłabym zakończenie powieści, które nie do końca jest przewidywalne, ale odczuwam tu lekki niedosyt. Odłożyłam książkę, odnosząc wrażenie, że pani Agata za szybko chciała ją skończyć, że znudziło ją pisanie tej historii i ucięła ją w pewnym punkcie, nie wgłębiając się za bardzo w jej zakończenie. 

Ten niewielki w sumie mankament nie zmniejsza radości, jaką odczuwam po przeczytaniu tej powieści. Z czystym sercem mogę ją polecić wszystkim, kto ma ochotę na pozycję lekką, łatwą i przyjemną, nie pozbawioną jednocześnie nutki refleksji i zmuszającą do przemyśleń.  Na pewno spędzicie w towarzystwie Elizy i Adama miłe parę godzin i odłożycie książkę z pewnym smutkiem, że to już koniec. Polecam ją zarówno kobietom, jak i mężczyznom; parom z siedmioletnim stażem, ale również tym zaczynającym dopiero wspólną ze sobą przygodę i pragnącym przejść przez życie patrząc sobie w oczy i trzymając się za ręce


Recenzja publikowana również:







Recenzja bierze udział w wyzwaniu:


 












13 komentarzy:

  1. Nie moje klimaty, jeśli już sięgam po tego typu powieści to z bohaterami dużo młodszymi, lepiej ich wtedy rozumiem. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ci bohaterowie nie byli wcale tacy starzy - około trzydziestki :). Wcześniejsze rozwody są mimo wszystko dość rzadkie :D

      Usuń
  2. Z chęcią przeczytam. Też czytałam na temat Pani Agaty pochlebne opinie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po tej powieści chce poznać również inne - naprawdę zachęciła mnie :)

      Usuń
  3. Nie wiem czy ta książka tak do końca trafi w mój gust, ale cieszy mnie Twoje prywatne postanowienie i trzymam kciuki za dogrzebanie się do jak największej liczby dobrych, polskich książek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę zaniedbałam ostatnimi laty polską literaturę, więc teraz trzeba to nadrabiać. Postaram się częściej gościć w Twoim wyzwaniu. :)

      Usuń
  4. Czytałam najnowszą książkę autorki, która bardzo mi się podobała, dlatego postanowiłam poznać w wolnym czasie inne jej dzieła, w związku z czym powyższą pozycje mam także na oku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To muszę i ja przeczytać "Wszystko, co minęło", szczególnie ze recenzja u Ciebie była bardzo zacna :D

      Usuń
  5. Myślę, że znalazłabym w tej pozycji coś dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi sie ta książka, chętnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj Basiu. Myślę, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  7. Przeczytałam każdą ksiązkę Agaty Kołakowskiej. Uważam, że są naprawde dobre. Ksiązki ukazują się dość często. Bo samo napisanie ksiązki plus procedura wydania ksiązki jest długa. Niestety sądze, że wydawnictwo troche nawala z wydawaniem, bo ktoś kto wydaje dwie ksiązkiw roku wiadomo, że musiały one zostac napisane dużo wczesniej. Agata jak zauważyłam dba o swoich czytelników. Także wielkie brawo dla autorki. Agata nalezy do moich ulubionych autorek .

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. Moje oczy się śmieją, jak go widzę i od razu robi mi się weselej i cieplej na duszy. Dzięki Wam wiem, ze warto pisać dalej i ze mój blog ma jakiś sens. Staram się odpowiedzieć na każdy komentarz i odwiedzić wszystkich moich czytelników.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do zobaczenia na Waszym blogu.