poniedziałek, 16 lutego 2015

# 218. [PRZEDPREMIEROWO] "Kochanek pani Grawerskiej" - Krystyna Śmigielska



PRZEDPREMIEROWO
„Kochanek pani Grawerskiej”– Krystyna Śmigielska
 <recenzja,57 – 7/2015>

 
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 400
ISBN: 978-83-7674-429-2
Moja ocena: 7/10
Premiera: 17.02.2015
Przeczytana:  11 lutego 2015









Żaden człowiek nie jest do głębi zły, ani kryształowo dobry. W każdym z nas drzemią zarówno te dobre cechy, jak i negatywne. Nie jesteśmy czarni, ani biali, tylko szarzy – i w zależności od tego, który kolor przeważa, taki odcień szarości reprezentujemy. A jaka jest granica między dobrem a złem? Czyż to, co jest dobre dla jednego, nie staje się złem dla kogoś innego? A może niektóre odcienie zła można usprawiedliwić? Tą tematyką zajęła się Krystyna Śmigielska w swojej najnowszej powieści Kochanek pani Grawerskiej.

Krystyna Śmigielska ma na swoim koncie spory dorobek literacki. Zadebiutowała w roku 2006 opowiadaniem Zbieracz grzybów. Od tego czasu powstało parę Jej powieści skierowanych zarówno do dorosłych, jak i nieco młodszych czytelników, m.in. Ty to głupia jesteś (2007), Berżeretka bez podpisu (2008), Gotowe na zmiany (2011), a także bajki o cudownej lalce Tekli dla dzieci. Kochanek pani Grawerskiej jest Jej najmłodszym dzieckiem, a jednocześnie moim pierwszym spotkaniem z Pisarką. Pierwszym, ale na pewno nie ostatnim.
 

Marta Grawerska – młoda kobieta, atrakcyjna, piękna i bardzo nieszczęśliwa. Jest drugą żoną Marka Grawerskiego, starszego już mężczyzny, biznesmena, marzącego o politycznej karierze.

Marta ma jedno zadanie – pięknie wyglądać i godnie reprezentować męża, który za to gwarantuje jej pieniądze, samochód i apartament w centrum miasta. Czy to Marcie wystarczy? Szczególnie, że pan i władca potrafi stosować wobec niej przemoc fizyczną i psychiczną. O czułości, delikatności, cieple – nie ma co nawet w tym związku marzyć; miłość już dawno przeminęła, a pozostała jedynie samotność, niezrozumienie i złota klatka. Czy tak można żyć?

Marta do tej pory była lojalną żoną i robiła wszystko, co do niej należało. Ale teraz po kolejnej fali nienawiści ze strony męża postanawia coś zmienić w swoim życiu. A okazja sama się trafia – w kawiarni spotyka młodego, wyraźnie nią zainteresowanego mężczyznę. Kilka spotkań i Marta jest zdecydowana na wspólny wyjazd do Karpacza. Czy Piotr Michalski sprawdzi się w roli kochanka?

Jedno jest pewne, że wyjazd Marty zmieni jej życie na zawsze. Jak? Dlaczego? O tym już w powieści…

W tej chwili na pewno każdy z Was uważa, że mamy tu do czynienia ze zwykłym, banalnym romansem – zły mąż, przemoc w domu, zdrada i kochanek. Ot historia, jakich wiele. Nic bardziej mylnego! Mimo swojego tytułu powieść z romansem ma bardzo niewiele wspólnego. Owszem mamy tu zdradę i miłość między dwojgiem ludzi, więc wątek romansowy jak najbardziej się pojawia, ale to tylko jeden z motywów. Kochanek pani Grawerskiej to powieść wielowątkowa, w której główną rolę odgrywa świat polityków nawet na ministerialnym szczeblu; świat skażony korupcją, demoralizacją, malwersacjami, żądzą władzy i układzikami. Świat jakże realnie przedstawiony, jak bardzo przypominający stosunki, które możemy zaobserwować sami w otaczającej nas rzeczywistości, o których codziennie słyszymy w radiu czy programach telewizyjnych. Świat, w którym bardzo łatwo można się poślizgnąć i złamać nogę, bo tu każdy ma „haka” na swojego przeciwnika politycznego. A jak do tego dojdzie jeszcze ktoś z zewnątrz, kto znalazł się w posiadaniu dokumentów świadczących o malwersacjach, to kariera polityczna wisi na włosku. 

O taki właśnie świat ociera się Marta Grawerska, której mąż ubiega się o stanowisko wojewody. I pewnie wszystko rozegrałoby się po myśli Grawerskiego, gdyby nie grzeszki z przeszłości, o których dowiedział się ktoś, dla kogo szantaż jest wielką szansą na stabilizację finansową. Szantaż połączony z porwaniem i żądaniem okupu. Przestępstwo zaplanowane w sposób drobiazgowy, szczegółowy i bardzo misterny. I tu dochodzimy do kolejnego składnika fabuły powieści – wątku sensacyjno-kryminalnego. Bo tak naprawdę Kochanek pani Grawerskiej jest doskonale skonstruowaną powieścią sensacyjną. Podziwiam Autorkę za tak precyzyjny, opracowany w najdrobniejszych szczegółach plan porwania, na którym opiera się cała intryga. To dzięki niemu powieść trzyma w napięciu od pierwszej strony i z zaciekawieniem przekręcamy kartki, żeby się dowiedzieć, czym jeszcze Autorka nas zaskoczy. Co jeszcze się zdarzy nieoczekiwanego, co spowoduje, że otworzymy szeroko oczy ze zdziwienia i osłupienia. 

Wątek kryminalny ma również swoje drugie dno. Zmusza nas do refleksji nad istotą granicy między dobrem a złem. Czy człowiek, który pomaga czynnie w czynie karalnym w imię przyjaźni, mimo iż wewnętrznie buntuje się przeciwko takiemu postępowaniu – jest dobry czy zły? A jeśli dzięki niemu ofiara przestępstwa ma szanse na lepsze traktowanie, a może nawet ujście z życiem – to okupił swoim postępowaniem winy, czy nie? A pytanie, które na pewno nie raz zadawaliśmy sobie – czy obrabowanie złodzieja, malwersanta jest czynem przestępczym, czy tylko karą za niegodziwe zachowanie?

Można by mnożyć tego typu pytania, bo Kochanek pani Grawerskiej nie jest tylko bezmyślną sensacją. Jest mądrym, skłaniającym do rozmyślań kryminałem, z ciekawą warstwą społeczno-obyczajowo-polityczną. 

Ta historia naprawdę mogłaby się zdarzyć. Wszystkie zawarte w niej wydarzenia, cała akcja tak realistycznie opisana przez Autorkę może mieć swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Czytając książkę często „łapałam się” na tym, że widzę to, co się dzieje – idę krok w krok z Martą, obserwuję poczynania Marka, uczestniczę w przygotowaniach do porwania i słyszę rozmowy Marty z porywaczami. Tylko bardzo realna opowieść potrafi aż tak zawładnąć czytelnikiem.

Muszę przyznać, że urzekł mnie bardzo wątek romantyczny, choć – mimo tytułu – nie gra tu pierwszych skrzypiec. Pisarka potrafiła w sposób bardzo delikatny i subtelny przedstawić rodzącą się miłość, która powoli rozkwitła mimo niesprzyjających okoliczności. Z kart opisujących to uczucie aż wylewają się emocje, a my wraz z bohaterami odczuwamy strach, niedowierzanie, czułość, pragnienie… Piękne sceny pierwszych zbliżeń dopełniają ten motyw, powodując szybsze bicie serca i lekkie „zamglenie” oczu. Dla mnie były one bardzo wzruszające, tak jak poruszyć potrafi tylko pierwsza, prawdziwa miłość, oparta na porywach serca, bez jakichkolwiek racjonalnych przesłanek. 

Jednocześnie wątek romantyczny tak eteryczny i nastrojowy stanowi doskonałą przeciwwagę dla brutalności, bezduszności i bezwzględności świata zewnętrznego. Pokazuje, że nawet w tak barbarzyńskich okolicznościach może narodzić się coś pięknego, urzekającego i dającego nadzieję na przyszłość.

Należy również zwrócić uwagę na kreację bohaterów tej powieści. Ci ludzie żyją, są prawdziwi, potrafią irytować, denerwować, powodować uśmiech na twarzy i ciepło w sercu. Oczywiście nie wszyscy wzbudzają sympatię i chęć identyfikacji – trudno przecież upodabniać się do kogoś takiego jak Marek, ale na pewno żaden z bohaterów tej powieści nie zostanie szybko zapomniany. Myślimy o tych postaciach, obserwujemy je, znamy ich odczucia i myśli, kibicujemy im lub też życzymy z całego serca porażki.  Na pewno nie jesteśmy w stanie przejść obok i z pełną obojętnością o nich zapomnieć.

Czy ta książka ma jakieś wady, zapytacie. Prawdę mówiąc ja się ich nie doszukałam. Oczywiście były pewne błędy interpunkcyjne, czy też literówki, ale powinny one zniknąć po ostatecznej redakcji i korekcie (dysponowałam bowiem egzemplarzem przedkorekcyjnym). O tym, tak naprawdę, nawet nie warto wspominać.

Polecam Wam wszystkim tę powieść. Warto z nią spędzić parę zimowych wieczorów, poznać porywającą historię Marty, kibicować głównej bohaterce i jej kochankowi, zgłębić polityczne zawirowania środowiska i uczestniczyć w intrydze kryminalnej. Świetna, wielowątkowa historia sensacyjna z misternie utkaną intrygą i subtelnym wątkiem miłosnym. A kochanek ukradł moje serce – ciekawa jestem, czy Wam się również spodoba ta postać…


Za możliwość przeczytania tej fascynującej powieści dziękuję Wydawnictwu Replika





Recenzja publikowana również:
granice 
lubimyczytac

7 komentarzy:

  1. Może kiedyś się skuszę, ale przyznam się szczerze, że ani okładka ani tytuł nie zachęciłyby mnie do sięgnięcia po nią ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tylko będę miała wolną chwilę to sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tytuł faktycznie nie zachęca, ale treść wydaje się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na książkę miałam ochotę, ale zraziło mnie zachowanie autorki.

    OdpowiedzUsuń
  5. przyznaję, że miałam wielką ochotę przeczytać tę książkę, z niecierpliwością czekałam na premierę; ale po tym jak pod jedną z recenzji tej książki ujrzałam niezbyt miły komentarz autorki (opina była pochlebna) to już po „Kochanka pani Grawerskiej” nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. Moje oczy się śmieją, jak go widzę i od razu robi mi się weselej i cieplej na duszy. Dzięki Wam wiem, ze warto pisać dalej i ze mój blog ma jakiś sens. Staram się odpowiedzieć na każdy komentarz i odwiedzić wszystkich moich czytelników.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do zobaczenia na Waszym blogu.