Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2014

# 193. "Dom na plaży" - Sarah Jio



„Dom na plaży” -  Sarah Jio
 <recenzja,50>



Tytuł oryginalny: The Bungalow
Tłumaczenie: Marta Dziurosz
Wydawnictwo: Znak – Między Słowami
Rok wydania: 2014 (wydanie II)
Oprawa: miękka (ze skrzydełkami)
Ilość stron: 302
ISBN: 978-83-240-2566-4
Półka: posiadam
Moja ocena: 8/10

Przeczytana:  4 października 2014




Okres II wojny światowej jest nam dobrze znany. To niestety najnowsza historia naszego narodu i do tego historia smutna, przerażająca, tragiczna. Ale tak naprawdę znamy głównie II wojnę światową i jej przebieg na kontynencie europejskim. Rejon Pacyfiku z tego okresu jest traktowany raczej „po macoszemu”. Każdy z nas widział pewnie parę projekcji filmowych, czytał parę powieści traktujących o działaniach wojennych w tym rejonie, ale w porównaniu z publikacjami dotyczącymi Europy, to tylko niewielki ułamek. Dlatego może warto sięgnąć po Dom na plaży, który pokaże nam codzienność zaplecza wojennego działań na Pacyfiku, jakie były udziałem amerykańskiej armii. Dzięki autorce powieści Sarah Jio znajdziemy się jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej na malowniczej, koralowej wyspie Bora-Bora na Oceanie Spokojnym, gdzie w czasie II wojny światowej znajdowała się amerykańska baza morska i lądowa.

Sarah Jio zdobyła tytuł pisarki bestsellerów wydając w 2011 roku swoją debiutancką powieść Marcowe fiołki (polskie I wydanie – 2012; II wydanie – 2014). Książka ta została uznana przez „Library Journal” za jedną z najlepszych kobiecych książek roku 2011. Od tej pory jej powieści zostały wydane w ponad 20 krajach i przetłumaczone na 17 języków.
Oprócz pisarstwa zajmuje się również pracą dziennikarską, współpracując z tak prestiżowymi czasopismami jak np. „Glamour”, „Marie Claire” czy „Health”. Pisze prawie o wszystkim – o podróżach, psychologii, dietach, zdrowym odżywianiu, sporcie, rozrywce. Mieszka w Seattle z mężem i trojgiem dzieci. Wydała siedem powieści, z których cztery (Marcowe fiołki, Dom na plaży, Jeżynowa zima i Kameliowy ogród) pojawiły się również na polskim rynku za sprawą wydawnictwa Znak.

Anne jest starą kobietą, ale nie zmarnowała swojego życia. Przynajmniej z obiektywnego punktu widzenia. Ma wnuczkę, z którą jest bardzo mocno związana. I właśnie Jennifer odnajdując wrzucony przypadkowo do kosza list i oddając go babci, powoduje wspomnienia. Wspomnienia z lat młodości spędzonych na wyspie Bora-Bora.

Rok 1942. Anne Calloway i Kitty Morgan cieszą się swoją przyjaźnią i młodością. Za miesiąc Anne wychodzi za mąż za Gerarda, przystojnego, zamożnego dwudziestosiedmiolatka, którego znała od najmłodszych lat. Życie Anne, mimo szalejącej w Europie wojny, jest niczym niezmąconym pasmem szczęścia. Otoczona kochającą rodziną, bez żadnych trosk finansowych i bytowych, kochana przez mężczyznę, którego ma wkrótce poślubić, chyba zakochana. Właśnie szykuje się do swojego przyjęcia zaręczynowego i wydawać by się mogło, ze już nikt i nic nie jest w stanie zmienić jej losu. A jednak… pod wpływem impulsu i swojej przyjaciółki Kitty, Anne postanawia wyjechać i dołączyć do pielęgniarek na południowym Pacyfiku, żeby pomóc na froncie.


Po paru dniach podróży najpierw statkiem, a potem samolotem dziewczęta znalazły się na wyspie Bora-Bora, która mogłaby być – gdyby nie wojna – rajem na ziemi.

…błękitna woda, biały piasek i porośnięte bujną zielenią zbocze wzgórza. [1]

Na wyspie Anne poznaje młodego żołnierza – Westry’ego Greena…  

Jak potoczą się dalsze losy Anne i Westry’ego? Czy będą razem, czy Anne wróci jednak do swojego narzeczonego? Czy wszyscy doczekają końca wojny? Jak będzie wyglądała codzienność w bazie amerykańskiej? Czym jest tytułowy domek na plaży i jaką rolę odegra w życiu Anne? Zapraszam do lektury – tam znajdziecie odpowiedź na wszystkie te pytania. 

Dom na plaży jest niezaprzeczalnie powieścią o miłości; o miłości, która kształtuje się w trudnych wojennych warunkach; o miłości, która przetrwa wszystko; o miłości od pierwszego wejrzenia; o miłości, która trwa mimo oddalenia i rozłąki. Nie jest to na pewno łatwa miłość, bo przeszkadzają w jej rozwoju wcześniejsze zobowiązania, a i szalejąca wokół wojna jej nie sprzyja. Ale wiadomo, że miłość o nic nie pyta, a już na pewno o zgodę na zaistnienie – jak już Amor kogoś sobie upatrzy, to wysyła swoje strzały bez względu na inne okoliczności. Tylko, czy ta miłość potrafi przezwyciężyć wszelkie przeszkody? Czy w końcu zatriumfuje? 


Trzeba przyznać, że Sarah Jio zaserwowała nam piękną opowieść o miłości, świetnie skonstruowaną i wcale niebanalną. Opowieść, która wciąga w zasadzie od pierwszej kartki i trudno ją odłożyć aż do może trochę przewidywalnego, ale jakże wzruszającego zakończenia. 
 
Oczywiście w tle historii pojawia się cała masa innych wątków i na pewno to ma duży wpływ na zainteresowanie fabułą powieści, a jednocześnie wskazuje na kunszt autorki, która potrafiła stworzyć spójną, logiczną opowieść. Pisarka wplotła w fabułę sporą ilość tajemniczych wydarzeń, łącznie z wątkiem kryminalnym, akcja często zmienia się i zaskakuje czytelnika, wyprowadzając go w pole. Czy trzeba czegoś więcej, żeby porwać miłośniczkę powieści obyczajowo-romantycznych?

Ale Sarah Jio dorzuciła do tego jeszcze bardzo ciekawą kreację postaci i barwne, plastyczne opisy wyspy. W Domu na plaży nie ma postaci bladych, bezbarwnych, nijakich. Wszystkie pozostają w pamięci na dłużej i jeszcze długo po zakończeniu powieści zaprzątają nasze myśli. I nieważne jest, czy się z nimi identyfikujemy, czy je lubimy, czy też wręcz przeciwnie – drażni nas ich zachowanie, irytuje ich charakter, czy denerwuje sposób bycia – zawsze wzbudzają emocje i poruszają jakieś struny naszej duszy. A przecież to jest najważniejsze.

A do tego jeszcze przecudowne opisy, które sprawiają, że przestaje istnieć zima za oknami, nie ma śniegu czy deszczu, znika chłód i ziąb, czy porywisty wiatr. A my nagle czujemy pod swoimi stopami gorący piasek pięknych, białych, połyskujących złotem plaż. Z rozkoszą wchodzimy do cieplutkiego oceanu - do wody o niespotykanym, błękitnym odcieniu - żeby ochłodzić swoje ciało nagrzane promieniami słonecznymi. Z zachwytem oglądamy otaczającą nas zieleń drzew i krzewów, upajamy się pięknem różnobarwnych kwiatów hibiskusa. A wieczorem zasiadamy na tarasie hotelu popijając egzotyczne drinki… oj, chyba się trochę zagalopowałam w tych marzeniach. Przecież trwa wojna i dziewczęta wyjechały na Bora-Bora nie po to, żeby popijać drinki.

Ale książka nie jest jedynie opowieścią o pięknym uczuciu, przedstawia również różne oblicza przyjaźni. Zmusza nas do refleksji, czy każda przyjaźń przetrwa próbę czasu, jakie aspekty i wydarzenia mogą jej zagrozić, ile warto dla przyjaźni poświęcić. Przyznam się, że ten wątek powieści zafascynował mnie nie mniej niż motyw przewodni i pozwolił na zastanowienie, czy w moim życiu przyjaźń odgrywa wystarczająco ważną rolę i czy nie powinnam jednak więcej czasu poświęcić swoim przyjaciołom, czy ich w jakiś sposób nie zawiodłam i czy może coś uda się jeszcze naprawić. Potrzebne są takie tematy w czytanej lekturze, bo pomagają w przemyśleniach nad własnym życiem. Byle tylko te przemyślenia nie zjawiły się za późno.

Czy coś jeszcze należałoby dodać? Powieść naładowana olbrzymim arsenałem emocji – mamy tu tak wiele trudnych spraw – śmierć, wojnę, utratę dziecka, niechciane ciąże, rozstania, tęsknotę, ale również miłość, przebaczenie, namiętność, nadzieję… każdy z tych tematów budzi w nas emocje. I właśnie te emocje, jakie są naszym udziałem, są najważniejsze w tej powieści. Powieści, której na pewno nie postawimy na najwyższej półce, ale przeczytamy ją z dużą przyjemnością i wzruszeniem. 

To moje pierwsze spotkanie z prozą Sarah Jio – trudno mi więc odnieść się do jej innych powieści. Wierzę jednak, że czyta się je z równą przyjemnością, co Dom na plaży.  Chętnie więc sięgnę po kolejne pozycje tej autorki.

A Wy jeśli chcecie zostawić zimę daleko za sobą i przenieść się do raju na ziemi, a jednocześnie macie ochotę na parę wylanych łez, to polecam Wam Dom na plaży. Na pewno nie poczujecie się rozczarowani…

 [1] „Dom na plaży” Sarah Jio, Wydawnictwo Znak – Między słowami, 2014, str.47



Za możliwość przeczytania tej książki bardzo dziękuję panu Tomkowi z wydawnictwa Znak



Recenzja publikowana również: 
nakanapie 
lubimyczytac 
granice 
biblionetka




niedziela, 14 grudnia 2014

# 190. "Miłość pisana na maszynie" - Alison Atlee



„Miłość pisana na maszynie”– Alison Atlee
 <recenzja,49>


Tytuł oryginalny: The Typewriter Girl
Tłumaczenie: Jerzy Aleksandrowski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN
Rok wydania: 2014
Oprawa: miękka
Ilość stron: 456
ISBN: 978-83-7705-647-9
Półka: posiadam
Moja ocena: 5/10

Przeczytana:  7 grudnia 2014





Ciekawa jestem, czy często zastanawiacie się nad faktem równouprawnienia kobiet. Czy ono istnieje w obecnym świecie? W teorii tak, ale nawet teraz przedstawicielki płci pięknej mają mimo wszystko mniejsze szanse u pracodawców, czy w organach władzy. Oczywiście jest dużo lepiej niż 100 lat temu, bo zdecydowanie więcej kobiet zajmuje obecnie eksponowane stanowiska i chyba nie powinnyśmy narzekać. Szczególnie, jeśli porównamy teraźniejszość z przeszłością. A o tej przeszłości właśnie (i to wcale nie takiej odległej, bo o końcu XIX wieku) traktuje powieść Alison Atlee Miłość pisana na maszynie.
 
Alison Atlee już w dzieciństwie pasjonowała się epoką wiktoriańską. Projektowała bowiem dla swoich lalek dziewiętnastowieczne stroje. Skończyła anglistykę, mieszka w Kentucky. Kolekcjonuje różne wydania Alicji w Krainie Czarów, a Miłość pisana na maszynie jest jej debiutem literackim. Czy udanym? 

Betsey Dobson nie należy do potulnych i grzecznych panienek. Jest zatrudniona w charakterze maszynistki w londyńskiej firmie Baumston & Smythe, ale jej plany na przyszłość są zupełnie inne. Niedawno dostała propozycję ciekawszej pracy od pana Jonesa – ma szansę na zatrudnienie w nadmorskiej miejscowości Idensea, gdzie powstaje nowy kompleks widokowo-wypoczynkowy. Betsey musi załatwić tylko świadectwo od dotychczasowego pracodawcy. Betsey jest dobrą maszynistką i  pracuje bez zarzutu – przynajmniej w swoim mniemaniu, ale czasy nie są łatwe dla kobiet. Mamy schyłek epoki wiktoriańskiej i kobieta, szczególnie samotna, niewiele znaczy w społeczeństwie. Betsey chce pomóc swojemu losowi i fałszuje za namową partnera  rekomendację. Niestety, przestępstwo zostaje odkryte i nasza bohaterka ląduje na bruku – bez pracy, bez pieniędzy, bez świadectwa i bez szans na lepszy los. Każda inna dziewczyna załamałaby się takim obrotem spraw. Ale nie Betsey! Wiedząc, że na pomoc rodziny liczyć nie może, pakuje to co ma najcenniejszego do małej walizeczki, bierze starą klatkę z kanarkiem i bez biletu udaje się do nadmorskiego kurortu. Co Betsey osiągnie w życiu? Czy jej marzenia spełnią się? 


Trudno nazwać Miłość pisaną na maszynie klasycznym romansem, choć romansem zdecydowanie jest. Tyle, że nieco dziwnym, innym … Może dlatego, że purytański okres wiktoriańskiej Anglii nie sprzyjał tego typu romansom, w którym bohaterka tak bardzo odbiegała od stereotypów. Bo Betsey nie jest panienką z dobrego domu, wiele w swoim życiu przeszła, o wszystko musiała walczyć i do wszystkiego sama dochodzić. A do tego ten jej charakterek! Dziewczyna pyskata, pewna siebie, przedsiębiorcza, stawiająca wszystko na jedna kartę, inteligentna i niepokorna – zdecydowanie nie mieściła się w żadnych schematach. A do tego wszystkiego zarobiła sobie na miano „puszczalskiej”, bo i przygód erotycznych parę zaliczyła. Ta ostatnia cecha nie do końca była prawdziwa, ale niektórym panom  łatwiej było przypiąć jej taką łatkę niż przyznać, że jest od nich lepsza i może zajść dalej dzięki swojej konsekwencji w dążeniu do celu. Czy miłość z taką osobą jest łatwa? Na pewno nie… Wymaga przy tym odpowiednio silnego i charyzmatycznego partnera, a nie jakiegoś nieudacznika. Czy znajdzie się ktoś taki w otoczeniu Betsey? Ktoś, kto potrafi zaakceptować tę niecodzienną dziewczynę; ktoś, komu zaimponuje jej upór; ktoś, kto ją pokocha i pomoże w realizacji jej dążeń. Nie ma w tym romansie wielkich zrywów, wielkich doznań i uczuć na pokaz. Jest za to zwykła, szara codzienność i prawdziwe życie osób ze średniej sfery. Kreacje tych dwojga zasługują na duże uznanie, wybijają się zdecydowanie z otaczającego ich tłumu, choć ponad przeciętność wyrastać nie powinni. 

Wyżej wspomniałam o tłumie, bo takiej mnogości bohaterów drugo- i trzecioplanowych oraz epizodycznych dawno w czytanej lekturze nie spotkałam. I trzeba przyznać, że cała ta galeria postaci bardzo urozmaica i ubarwia tło społeczne powieści. Rzeczywiście przekrój społeczeństwa jest bardzo bogaty, począwszy od maszynistek i urzędników z epizodu londyńskiego naszej bohaterki, poprzez gospodynie domowe, właścicieli małych pensjonatów i pubów, robotników, a skończywszy na wyższej sferze urzędniczej i zarządzającej. Sporo mamy tu indywidualności zarysowanych dość wyrazistą kreską i wyróżniających się na tle ogółu w sensie pozytywnym, ale jest również parę indywiduów, jak choćby pan Wofford – przełożony Betsey z firmy londyńskiej , czy Avery – jej partner również z tamtych czasów. Zadziwiające, z jaką lekkością i łatwością pisarka kreśli te postaci, nie pozwalając nam o nich zapomnieć.
Na pewno ten cały panteon postaci jest dużym i zdecydowanym atutem powieści. To dzięki nim opowieść żyje; dzięki nim poznajemy cały przekrój ówczesnego społeczeństwa; dzięki nim przeżywamy emocje i to one skłaniają nas do różnorakich refleksji. 

Szkoda, że tego samego nie mogę powiedzieć o samej fabule powieści. Jej akcja toczy się bardzo powoli, wręcz monotonnie i chwilami niestety powodowała u mnie nudę. Za mało było zwrotów akcji, za mało się działo, brakowało wydarzeń, które sprowokowałyby szybsze bicie serca. Ja zdecydowanie wolę powieści „z większym pazurem”, choć na pewno znajdą się czytelniczki, którym  ten sposób narracji i powolność akcji nie będzie przeszkadzać, wręcz przeciwnie zatopią się całe w sennej atmosferze kurortu i wcale nie będą miały ochoty go opuścić. Ja zdecydowanie wolę książki, gdzie akcja galopuje, gdzie na każdej stronie dzieje się coś nowego, gdzie trudno oderwać się od powieści. Tu tego problemu nie miałam – mogłam spokojnie odłożyć książkę na półkę i wrócić do niej po wielu godzinach bez większej tęsknoty.

Zauroczyła mnie w tej książce okładka, spodobała się kreacja bohaterów, nieco znużyła fabuła. Ale jeśli ciekawi Was okres wiktoriański, a szczególnie pozycja zawodowa i społeczna kobiety w tamtych czasach; jeśli chcecie poznać jedną z przedstawicielek tych kobiet, osobę nietuzinkową i skłaniającą nas-czytelników do przemyśleń nad jej postawą i być może naśladowania pewnych (nie wszystkich!) jej poczynań, to serdecznie polecam tę lekturę. Jest na pewno duże grono osób, którym przypadnie ona do gustu. Ja również nie uważam spędzonych z nią godzin za stracone.


Za możliwość przeczytania tej książki bardzo dziękuję Wydawnictwu



Recenzja publikowana również: 
nakanapie 
granice